Żyj jak chcesz.

Żyj jak chcesz.

Chciałabym, żeby ta zasada zagościła w głowach wszystkich, którzy kiedykolwiek czuli się zmuszani do życia w określony sposób. Wrzucanie nas w ramy tego, co wypada, a co jest faux pa staje się nie do zniesienia. I mi oczywiście wydawało się to banalnie proste! Przecież jestem dorosła, jestem wolna i mam wokół siebie masę wspierających mnie ludzi. Co może pójść nie tak? A jednak coś poszło.

Dojrzewanie ma jedną wspaniałą zaletę. Im jesteś starszy, tym bardziej poznajesz siebie i swoje potrzeby. Ale ma też jedną ogromną wadę – człowiek zaczyna się gubić i już sam nie wie, co jest dla niego dobre, a co nie.

Mieszkając w Paryżu żyłam w ciągłym strachu. Strach przed utratą pracy, strach przed niezadowoleniem pracodawców, strach przed zamachami, strach przed brakiem rodziny gdzieś obok. I tak mocno zaczęłam się bać, że funkcjonowanie stało się po prostu cholernie trudne. Co zrobiłam?

Spakowałam walizki.

Po powrocie do Polski czułam, że odżyłam. Cieszyłam się z każdej pierdoły: z obiadu z przyjaciółką, z wolnego weekendu, z tankowania auta, z rozmów z obcymi, z pieczenia ciasta, z wyrywania chwastów, z tego że mogę wszystko! Uczucie, którego nie zapomnę…

Aż wpadłam w schemacik. Trafiłam na etat, zapomniałam o tym, o czym pisałam rok wcześniej, poniosłam największą klęskę z możliwych – dostałam blokadę! Robiłam to, czego ode mnie wymagano. Ze słownika wyrzuciłam słowa takie jak: asertywność, realizacja, pyskowanie, pewność siebie, niezależność. Tak – zjebałam.

I w tym ogromnym sercu, które boli na widok małego pieska ze zwichniętą łapką, znów zagościł strach.

Myślenie, że jakoś to będzie, że przecież jakoś to chujstwo się ułoży, jest błędem. Bo tak nie będzie. Nikt mi nie zwróci ani pewności siebie, ani asertywności, ani poczucia realizacji. Nikt oprócz mnie. A już na pewno nikt nie przeżyje za mnie mojego życia właśnie tak, jak ja chcę.

Obudziłam się w piątek, zalałam łzami, poczułam ogromną niemoc. Może to kolejny etap przebudzenia, może lekkomyślność, a może najlepsza decyzja w życiu. Znów spakowałam, tym razem notatki ze służbowego biurka, i serce opuścił strach.

Działania nas definiują. Inni zaczynają cię oceniać. Zrobiła źle, zrobiła dobrze, jest głupia, jest mądra i tak w zasraną nieskończoność. Dlaczego nikt nie zapyta, jak ja chcę? Dlaczego nikt już nie pyta, nie rozmawia, nie słucha???? Na pierwszy ogień w definiowaniu szczęśliwego, współczesnego człowieka idzie praca i stan konta. Ważne jest gdzie pracuje, nie czy dobrze pracuje. Ważne jest, że ma etat „od, do”, a nie czy to mu przynosi satysfakcję. Na drugi ogień idzie, w jakim towarzystwie się obraca. Bo przecież lepiej dać się fotografować w otoczeniu miastowego, zakłamanego fejmu, niż w cichym oddalonym o 30 km nudnym lesie. Dorośnij.

A ja się duszę, jak pod ciężką taflą lodu, udając że lubię, udając że wiem, udając że żyję. Zastygam, babrze się w bezsensownych przyzwyczajeniach, które zabijają kreatywność, marzenia i cele. Bo to cel jest najważniejszy. I nie tobie go oceniać. Każdy ma inny i każdy może dumnie o nim mówić.

Co zrobiłam, by się odblokować?

Zamiast mówić, że coś zacznę zmieniać, zaczęłam to robić. Przestałam sobie wmawiać, że muszę. Rozbiłam tafle lodu na drobne kawałeczki, które prędzej czy później pod wpływem słońca zwyczajnie się roztopią.

Napisałam sobie na dużej białej kartce ” Mamy jedno życie”. Przestałam się ograniczać i myśleć, że w ogóle mam ograniczenia! Jak ktoś chce mnie za to oceniać, proszę cię kurwa bardzo. Ja jestem dumna ze swoich celów, ze swoich marzeń, z tego co mam i z tego co pragnę jeszcze mieć. Z tego, że jak coś mi się nie podoba to zaczynam o tym mówić. Z tego kim jestem. Już dzisiaj. Chcę robić rzeczy, które mnie rozwijają i pobudzają do działania, chcę spełniać swoje marzenia, a nie czyjeś.

Za 30 lat nie powiem, że się bałam i że to strach zabrał mi życie, które przecież może być takie jakie chcę, żeby właśnie było.

Nie poczuję bólu w sercu na widok pieska ze zwichniętą łapką, ja go podniosę, zapakuje w auto i zawiozę do weterynarza. Bo jak coś jest źle, to się to zmienia albo naprawia.

Wiecie co mi właśnie dzisiaj sprawia najwięcej radości? To, że jestem zwykłym człowiekiem. Mogę być oryginalna, inna, bardziej lub mniej kreatywna, zwariowana, niedopasowana, ale czuję się zwykła. I to mój największy atut.

Your email address will not be published. Required fields are marked with *.