Życie po parysku.

Życie po parysku.

 

Ostatnio do serca wzięłam sobie kilka cennych rad od mojej rodziny i przyjaciół. Mama radziła mi, żebym w du… miała humory moich pracodawców, przyjaciółka Kasia cytowała znane i powszechne powiedzenie, zwłaszcza na lubelskich uczelniach – „miej wy…., a będzie Ci dane”, a BFF Karola twierdzi, że będzie, co ma być. I każdy z nich miał rację. I tak teraz, tu, w Paryżu żyje mi się lepiej i prościej. Emigranci mają jedną, poważną wadę. Żyją chwilą, która zmieni ich życie na lepsze, to życie w przyszłości, to życie za 2, 5,10 lat. A co by było, gdyby…

Gdyby zacząć zmieniać swoje życie od dzisiaj, teraz, od tej chwili, gdy siedzisz w pracy i liczysz minuty do końca zmiany.

Gdyby zacząć cieszyć się z małych szczegółów, jak wesoły SNAP od twojej przyjaciółki.

Gdyby skacowanego młodego przywitać szerokim uśmiechem, zamiast wbijać wzrok w podłogę, którą dzisiaj szorowałaś cały poranek.

Gdyby w myślach zamiast ciągle powtarzać „ale jestem zmęczona, mam dość „, zacząć mówić: „zaraz wrócę do domu, spędzę czas z rodziną”.

Gdyby mieszkając w Paryżu, wreszcie zacząć to doceniać…

Nie jest mi dane żyć jak prawdziwy paryżanin, bo nie oszukujmy się wcale nim nie jestem. Pracuję na emigracji, więc mnie tyczą się inne prawa bytu. Jednakże, co by było, gdybym była prawdziwą paryżanką?…

1. JAKBYM SPĘDZAŁA DZIEŃ

Wstawałabym, myła zęby, nalożyłabym delikatny makijaż i koniecznie skropiłabym nadgarstki perfumami. Zeszłabym na kawę oraz papierosa do pobliskiej kawiarni. Tam bym dała buziaka kelnerowi i zamówiła espresso, nie no ja akurat bym zamówiła dużą kawę z mlekiem. Nie jadłabym śniadań, w sumie nie jem, za to paliłabym papierosa, pozostawiając na nim odcisk czerwonej szminki z „MAC”. Czasami rano czytałabym gazetę, pewnie plotkarską. I miałabym najnowszego iPhona w obudowie z różowego złota. Nie robiłabym zdjęć swojej kawy i porannych selfies, nigdzie bym się nie spieszyła. W pracy bym pracowała, ale niezbyt ciężko. Ciągle gadałabym przez telefon. W domu ugotowałabym kolacje, popijając przy tym czerwone wino i robiąc bałagan w kuchni. Zdjęłabym szpilki ale i tak chodziłabym na palcach. Czekając na swojego faceta wpadłabym na pomysł przemeblowania mieszkania, którego i tak nie zrealizuję.

2. JAKBYM SPĘDZAŁA WEEKEND PO PARYSKU

Wykończona po całym tygodniu latania do metra w szpilkach z telefonem przy uchu obiecuje sobie, że ten piątek spędzę w domu z facetem, oglądając ulubiony serial w telewizji, na kanapie. Nie w łóżku, bo paryżanki nie mają w sypialniach telewizorów. Mimo mocnego postanowienia, którego twardo trzymałam się od środy, w piątek wychodzę z przyjaciółmi do restauracji, tam wypijam dwie lub trzy lampki wina i nabieram ochoty na pójście do klubu. Tam tańczę całą noc podrywając barmanów i jakimś cudem trafiam w końcu do domu.

Scenariusz A.
Jak mam faceta, to na kacu wzajemnie o siebie dbamy, robiąc w sobotę rano tosty z masłem albo croissanty z dżemem, o ile komuś chciało się po nie wyjść do sklepu, sorry piekarni.

Scenariusz B.
Budzę się w łóżku najlepszego przyjaciela mojej wielkiej, niedoszłej miłości. Pocieszam się, że to przecież on nie chce związku.

Scenariusz C.
Otwieram oczy, patrzę przez okno i widzę mój codzienny widok na kamienicę i kawałek ruchliwej ulicy. Oddycham z ulgą, myśląc że jestem w domu, dopóki nie zauważam sąsiada leżącego obok.

Nie ważne, do którego scenariusza się wpisałam, idę pobiegać, żeby wypocić kaca, ewentualnie mogę iść na basen, o ile mam ogolone nogi.

W niedzielę idę na targ po świeże i zdrowe warzywa, robię obiad, ucinam sobie drzemkę. Wieczorem zapraszam na kolację znajomych i obiecuje im, że następny weekend będzie inny.
I tak o to mijałoby mi życie, by dożyć starości i z godną emeryturą wynieść się na południe Francji. Miałabym dwa psy, zapewne Jacki Russele, Lilu i Tonego. Poranki bym poświęcała na pielęgnowanie róż w ogrodzie, popołudnia na pikniki na plaży, a wieczory na przejażdżki oldschoolową furą.

Póki co, dalej odliczam minuty do końca pracy, by w domu dalej marzyć o tym, co by było, gdyby….

„Do odważnych świat należy…”

6 comments found

  1. Każdy jest Panem swojego losu. Wielokrotnie powtarzam, że to tylko przystanek w drodze do osiągnięcia celu. Chętnie Ci napisze za 5 lat czy dalej wycieram kible, czy jestem Panią na salonach. 🙂 pozdrawiam.
    P.s na los nie narzekam 🙂 bo mimo wszystko jestem szczęśliwa.

Your email address will not be published. Required fields are marked with *.