Zapomnij o miłości. Liczy się szacunek.

Zapomnij o miłości. Liczy się szacunek.

Gdy miałam 7 lat moi rodzice się rozwiedli. Nigdy nie uważałam, że źle wpłynęło to na moje dorosłe życie. To były lata 90. Dziecko z rozbitej rodziny nie miało lekko.

– Szukam Ani z 2B? Wie Pani, w której sali ma lekcje.

– Nie wiem kochanie, jaka Ania, znasz nazwisko?

– No ta, co jej rodzice się rozwiedli

-Aaaaaaaa, ta! Siedzi w stołówce.

Tak w skrócie wyglądała moja charakterystyka w podstawówce. Nie byłam tą, która szybko biegała, nie tą która brała udział w przedstawieniach, bo zajebiście recytowała wiersze, nie tą która była dobra na zajęciach z w-fu i nie tą, która zajęła chyba 2 miejsce w zawodach w pin-ponga. Byłam Anią z rozbitego domu. Boże! jak to śmiesznie teraz brzmi. Po prostu gdy byłam mała rodzice moich kolegów i koleżanek się nie rozwodzili. Żyli w swoich mieszkankach z brązowymi meblościankami, choć nie potrafili wspólnie zjeść obiadu. Spali na wąskich wersalkach, ale zamiast tulić się do siebie w nocy, marzyli by jego stopa nie dotknęła jej stopy. Moi rodzice byli inni. Moi rodzice po prostu się nie dogadali i postanowili rozstać. Gdy pierwszy cios miałam już za sobą i pogodziłam się z tym, że jestem Anią z dziwnego domu, rodzice wymierzyli we mnie kolejny. Zabrali małą, dziwną Anię do innego miasta. W nowym mieście mała Ania też była dziwna, bo w innym mieście oddalonym od pierwszego o 500 km rodzice również się nie rozwodzili. Na wywiadówki przychodził raz tata, raz mama, na moje wywiadówki przychodziła czasami siostra. Uśmiech z mojej twarzy zniknął na długo, nie mogłam się odnaleźć w nowym świecie, który był inny. Nie rozumiałam co się stało i czemu rodzice mieszkają osobno. Rok szkolny mieszkałam u mamy, a lato spędzałam u taty i uwierzcie lub nie, nie mogło spotkać mnie nic lepszego!

Pewnego dnia, gdy razem z bandą dzieciaków bawiliśmy się na osiedlu w podchody, po jednego z moich kolegów wyszła jego babcia. Wychowywała go sama, bo jego rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Gdy schowałam się za jedno z aut stojących przy chodniku, stara babcia zaczęła wykrzykiwać, że Tomkowi nie wolno się ze mną bawić. A nie wolno było, bo byłam dziwną Anią z rozbitego domu! Nazwała mnie dziwką, Tomek w mojej obronie popchnął babcie na auto, za którym ja się chowałam. Nie odpowiedziałam nic, nie płakałam, stałam i dalej nic nie rozumiałam, z Tomkiem nie mamy kontaktu.

Dzisiaj rozumiem wszystko. Z szacunku do samych siebie, moi rodzice postanowili się rozstać, by nie zniszczyć mi dzieciństwa, z szacunku do mnie Tomek popchnął starą, biedną babcię na auto, ja z szacunku do starej krowy nie splunęłam jej w twarz.

Na prawym palcu od prawie 9 lat noszę pierścionek. Pierścionek zaręczynowy, który zdaniem wielu powinien być obrączką. Kiedyś małżeństwa się nie rozwodziły, dzisiaj rozwodzą się na potęgę. Ledwo padło magiczne „TAK” na ślubnym kobiercu, a on już pakuje swoje walizki, by uciec z mieszkania na kredyt do innego mieszkania na kredyt. Talerze latają, dzieci płaczą, ona wyrzyguje mu jakim to on jest chujem, a on jej powtarza, że jest beznadziejną żoną i matką. Niedawno poznałam fajną, młodą dziewczynę, która swoją inteligencją i miłością do życia skradła moje serce. Na odpowiedź, że jestem w związku tyle i tyle lat, zrobiła oczy wielkości mirabelek. Ale jak to?! Nie nudzi ci się? Nie. Dlaczego? Tak bardzo go kochasz? Nie, tak bardzo go szanuję.

Oczywiście nie mówię, że kocham go mniej niż szanuję. Dla mnie szacunek to jeden z najważniejszych składników, potrzebnych do zbudowania zdrowego i szczęśliwego związku. Relacji ogółem. Nie można mówić o miłości, gdy nie ma szacunku na pierwszym miejscu. Nie można krzywdzić drugiej osoby, gdy się ją rzekomo kocha, nie można jej okłamywać i wpędzać w poczucie winy, nie można jej manipulować, szantażować i zdradzać w każdym tego słowa znaczeniu.

Szacunek to akceptacja jego hobby, jej zachcianek. Jego pracy i jej małych cycków. Aby pielęgnować dobrą miłość oni nie muszą wspólnie uprawiać tych samych sportów, lubić tych samych filmów i kochać się pięć razy w tygodniu, chwaląc się tym przed znajomymi po jednym głębszym, no dobra po czterech. Szacunek jest potrzebny do budowania prawdziwych relacji, na lata. Nie opiera się on na wydzwanianiu do siebie cztery razy dziennie, ale na jednym telefonie na miesiąc, gdy akurat masz chujowy dzień i ona cię wysłucha bez pieprzenia o tym, że ma gorzej.

Urodziłam się w 1988 roku. Spędzając Sylwestra 2000 u siostry ciotecznej w mieszkaniu, myślałam, że w 2018 roku samochody będą latać, a ktoś mądry wymyśli i udostępni lek na raka. Że rodzice przestaną się rozwodzić, by przy ciemnobrązowych meblościankach jadać wspólnie obiady. Zamiast latających samochodów i kochających się rodziców, seks uprawia się na kanapach w VIP roomach, w klubach, kokę wciąga z dup prostytutek i leje po mordzie laskę, która przypadkiem spojrzała na twoje buty. Minęło 30 lat, cholernie szybkich 30 lat! I przestaliśmy szanować dosłownie wszystko.

Młode pokolenie, moje pokolenie jest pokoleniem instant. Szybko wychodzimy za mąż, szybko chcemy mieć zajebiste prace, szybko chcemy coś znaczyć, chcemy być kochani i szanowani, a sami zapominamy, że żeby coś mieć, najpierw trzeba coś dać, aby być szanowanym musimy szanować, aby być kochanym musimy kochać, szczerze i na długo. Życie instant na prawdę stanie się szybkie, jeżeli zapomnimy o ważnych wartościach, które powinny dla każdego znaczyć to samo. Musimy dbać o nas samych i o siebie na wzajem, bo bez szacunku i bez moralności nie będziemy mieli nic. Być na chwilę, kochać na chwilę otaczać się masą ludzi tylko na chwilę nie przyniesie Ci nic, poza kilkoma fotkami na insta i tysiąc serduszek, które biją miłością tylko w sieci.

Your email address will not be published. Required fields are marked with *.