To tylko praca…

Ma 22 lata, buty od Valentino, a w weekendy bawi się w towarzystwie ekskluzywnych prostytutek. Nie potrafi usmażyć jajek, zrobić herbaty i nigdy w życiu po sobie nie sprzątał. Leniwy? Nie! Obrzydliwie bogaty. Czyli jak trafiłam do świata, który kiedyś znałam tylko z telewizji?

Nie, nie zostałam prostytutką i nie, nie jestem kochanką milionera. Jak wielu z Was (emigrantów) wyjechałam do Francji, do pracy i jak wielu z Was zaczęłam od takiej, która nie wymaga dobrej znajomości języka i miała być tylko na początek. Stało się inaczej. Plan był prosty. Kilka godzin w tygodniu sprzątam komuś chaty, resztę czasu poświęcam na naukę języka i za kilka miesięcy szukam czegoś na etacie.
Los chciał, że znałam z Polski jednego, takiego, spoko gościa, który pracował w Chanel’u ( tym, którego odwiedzają TE amerykańskie gwiazdy), los chciał, że znał jednego, takiego Araba, który był szoferem i los chciał, że rodzina u której Arab pracował potrzebowała gosposi.

image

Miała być brzydka, stara i gruba. Miała kilka godzin dziennie sprzątać i gotować proste potrawy np. jajka. Nie musiała znać języka francuskiego, bo akurat tutaj gadają po angielsku. Miała nie mieć swojego życia, a ich dom miał stać się jej domem. Tak mniej więcej miała wyglądać moja praca. A nie wygląda. Oczywiście w życiu bym się nie spodziewała, że skończę w Paryżu jako gosposia. Nie lubię określenia „sprzątaczka”. Tutaj ten „zawód” jest zawodem jak każdy inny. Pewnie dlatego, że Francuzów na to stać, pewnie też dlatego, że w Paryżu jest dużo bogaczy. Oczywiście jest to profesja emigrantek: Hindusek, Rosjanek, Afroamerykanek, Portugalek Ukrainek, Polek i wielu wielu innych. Może dlatego, że są tańsze, a może dlatego, że są lepsze. Tak czy siak ja po studiach zostałam gosposią. Czy jest mi wstyd? Nie. Absolutnie. Pracuję, zarabiam, konsekwentnie dążę do wyznaczonego celu. Praca to tylko praca. Jeżeli akurat taka praca pozwoli Ci na osiągnięcie celu, to warto spróbować ( ale proszę nie mylić konsekwentnego dążenia do celu z „po trupach do celu”). Ambicje zawodowe odłożymy na później.

Do Paryża przyjechałam półtora roku temu. Po dwóch tygodniach siedzenia na 17m2 byłam gotowa wrócić do Polski. Nie umiem nie pracować! Wolny czas chciałam poświęcić na naukę języka. Odpaliłam, więc Youtuba znalazłam szybki kurs francuskiego i nie mając zielonego pojęcia o niczym, zaczęłam się uczyć odmiany czasownika „być”. Po dwóch dniach na horyzoncie pojawiła się robota.

Zostałam sprzątaczką, nianią, kucharką, kelnerką, praczką, złotą rączką i specjalistką od prasowania spodni w kant. Wszystko wydaje się proste! Pod warunkiem, że nie robisz tego w domu milionerów. I pod warunkiem, że te spodnie w kant nie kosztują osiem klocków.

Nie jestem brzydka, stara ani gruba, jednak pracę dostałam. Ubiegałam się o posadę gosposi, a wrażenie zrobiłam tym, że skończyłam studia. Babka, u której pracuje z wykształcenia jest nauczycielką, w wolnych chwilach, czyli przez cały dzień, uczy się języków ( francuskiego i angielskiego) ogląda historyczne programy o Rosji ( pochodzi z Kazachstanu) i ciągle coś zapisuje w notesie od Hermes’ a. Chyba jej zaimponowało, że „durna Polka” nie jest wcale taka durna. Jej syn, nazwijmy go „młody”, studiuje w Paryżu prawo. Stop! Próbuje studiować, bo codziennie wstaje rano, czyli o 14:00, a pierwszy rok studiów właśnie zaczyna po raz czwarty…. I czy tego chcę czy nie, zostałam jego nianią.

image

image

Restauracja L’avenue. Tu babka z młodym i resztą famili, gdy akurat goszczą w Paryżu, w soboty jadają kolacje. To miejsce odwiedzają nie tylko bogaci i średnio bogaci Francuzi, ale także gwiazdy zza oceanu. Bywali tu m.in. John Travolta, Eva Longoria, Kim Kardashian, Kanye West, Lady Gaga, Avril Lavigne i wielu, wielu innych. Nie wiem czy przyciaga ich jedzenie ( wygląda apetycznie ), czy kuso ubrane kelnerki, ale kolejki ustawiają się aż do ulicy. Kelnerki to oczywiście nie są byle jakie pasztety. Ubierają się na czarno, w mini spódniczkach, musowo przed kolano, bluzki z dekoltem podkreślające cycki. Mają gęste włosy związane w idealny kucyk, pomalowane paznokcie, opalone twarzyczki, cycuszki i nóżki, białe, szczerzące się zęby i urok osobisty. W midi, gdy ruch jest największy, bo wszyscy jadają wtedy lunch, kelnerkom pomaga kierowniczka ( tak mi sie wydaję). Ubrana w mega kusą sukienkę z dekoltem, bez pleców, na szpilkach. Jest odwalona lepiej niż połowa klubowych lasek w Polsce. Z pewnością nie jest kelnerką, bo przy pasie nie nosi torebeczki/nerki na kasę. Te również są z najwyższych półek. Kiedy ja byłam kelnerką kasę trzymałam w portfelu z Kaczorem Donaldem, one swoje ciężko zarobione napiwki noszą w LV albo mini Chanelkach. A jednym z ich głównych sponsorów jest właśnie „młody”.

C.d.n 🙂

Your email address will not be published. Required fields are marked with *.