Nie będę idealną żoną!

Nie będę idealną żoną!

– Aniu?! No ale jesteście już ze sobą tyle lat. To chyba musicie wziąć ślub? No tyle czasu na kocią łapkę. No ja nie wiem! Toć to nie wypada! – rzekła stryjeczna ciocia od strony kuzyna brata taty.
Ania by chciała w ten wyjątkowy dzień, do którego normalne dziewczyny przygotowują się dwa lata, ubrać suknię, którą normalne dziewczyny szukają rok, bo w każdej jest coś, co podświadomie mówi: NIE RÓB TEGO, ale to się da skrócić, to da się odpruć, a to da się wyjebać. Suknia za 5 tysiaków musi być idealna, tak samo jak wesele, które w sumie jest porównywalne do imprezy, tyle że więcej się tam je, więcej się uśmiecha i nie wypada zarzygać drogich spodni w kant.
Ania by chciała mieć super fotki, które postawi na swojej idealnej komodzie w sypialni, w której z roku na rok ubywa czułych słów, za to przybywa pieluch i klocków wbijających się w dupę. Ania miałaby być idealną żoną? Czy ty wiesz moja droga, co to znaczy?! Nie? To ja Ci powiem 🙂
Dobra żona to taka, która wydrukowała sobie „Poradnik dobrej żony” z 1955 roku, zamiast osmarkanych dresów, nosi leginsy push up i maluje się do łóżka by nie straszyć męża.
Poradnik mówi:
My żony jesteśmy zobowiązane do codziennego gotowania świeżych posiłków, musimy go staranie zaplanować, nawet wieczór wcześniej, aby czekał na męża ciepły i pachnący, gdy ten przekroczy próg domu. Wykazujemy się nie tylko umiejętnościami kulinarnymi, ale i organizacyjnymi. Bo jak facet mówi, że będzie o 15:00, to przyjeżdża na 16:30, a obiad kurwa jest ciepły! W ten sposób dajemy mu znać, że cały dzień o nim myślałyśmy. Więc jesteś szefem kuchni, organizatorem i kurwa wróżką przewidującą przyszłość.
My żony po zrobieniu zakupów, wypakowaniu zakupów, umycia zakupów, poukładaniu ich w lodówce, mamy prawo do 15 minutowego odpoczynku. Nie dlatego, że już jesteś wyjebana, choć jeszcze nic nie ugotowałaś tego świeżego obiadku, ale dlatego moja droga żono, bo musisz być wypoczęta i odświeżona na przyjścia męża. Może to będzie jeden z tych dni, w których on zechce Cię posiąść na kuchennym blacie, a wiadomo nikt nie lubi nieświeżego mięska. Najlepiej popraw jeszcze makijaż, wepnij we włosy wstążkę i wyglądaj promiennie, na zawołanie, nie no kuuurwa coo?!
My żony musimy być bardziej radosne od naszych mężów. Bo jesteśmy stworzone do tego by ładnie pachnieć i rozweselać mężowi nudny dzień. Musimy, ale to MUSIMY wbić sobie w głowy, że mąż wraca z pracy! Nie ważne jakiej, to mąż zawsze ciężej pracuje i to my kobitki musimy mu rozświetlać swoim uśmiechem każdy powrót do domu. On się już napatrzył w pracy na smutne mordy. 
My żony oczywiście pomijając fakt, że gotujemy obiad, a to nie jest kurwa moi drodzy mężowie jak zamówienie kebaba czy pizzy. My gotujemy! Myjemy, obieramy, siekamy, kroimy, trzemy zdzierając lakier, paznokcie a nawet skórę. Smażymy, dusimy, pieczemy, odcedzamy cholernie gorące ziemniaki, kluski, kasze, ryże, palimy przy tym włosy na rękach, czasem na głowach, potem to wszystko pięknie układamy na talerzu, dekorujemy jadalnymi kwiatami, abyś Ty mężu poczuł się wyjątkowy w swoim domku, Tomku, kurwa. My żony musimy to jeszcze wszystko do jasnej Anielki posprzątać. -Kupiłem Ci przecież zmywarkę? I mopa takiego, co sam się wykręca? – Mi, kurwa kupiłeś?! Mi, kurwa. Mopa?? Co, że co się robi?? Sam wykręca???? No puknij się w ten swój zapracowany łeb! Nic się samo kurwa nie robi. NIC! Sam se dzisiaj dobrze zrobisz! O!
Pominę fragment dla kobiet, które oprócz tego całego dziennego chaosu, mają jeszcze dzieci. Moje ukochane, ja Wam nie zazdroszczę, wcale. Ale podziwiam i wręcz ubóstwiam, bo dopóki sama nie urodzę, nie zrozumiem. Jak do tego ma dojść jeszcze gotowanie dla dzieci i sprzątanie po nich. … Napiszę, jak urodzę.
My żony, gdy mąż wraca z pracy, mamy stać pod drzwiami z niecierpliwością i entuzjazmem nasłuchiwać czy to on, czy to on?! I na jego widok mamy się ucieszyć! To bardzo ważne w budowaniu szczęśliwego i długiego małżeństwa-  uśmiech na jego widok. I teraz droga żono, najważniejsze. Gdy już ogarnęłaś dom i odkryłaś, że równasz się, a nawet przewyższasz Panią w białych rękawiczkach, stajesz się jego osobistym psychologiem.
Mąż zaczyna mówić.
I Ty musisz go słuchać, bo być może ma bardzo wiele ważnych dla ciebie rzeczy do powiedzenia. Np. o korkach, np. o rozmiarach śrubek jakie dzisiaj wkręcał, albo o tym że padł cały serwer w jego firmie i czego to on dzisiaj nie musiał podłączać i rozłączać na przemian. A może dzisiaj do waszego domu próbował się włamać złodziej, albo sąsiadka powyzywała cię od dziwek. Nie ważne! On musi ci opowiedzieć pierwszy. Jego tematy są ważniejsze! Serio, kurwa?! Okej, jedziemy dalej…
My żony już od samego słuchania pierdół jesteśmy wykończone. Powinnyśmy w ciągu jednej godziny wysłuchiwania do domowego budżetu dorzucić z 200 zł, on ma terapię za darmo. Jest mężem. Teraz nadchodzi wieczór. I to w naszym obowiązku jest, aby ten wieczór był dla męża wyjątkowy. Nigdy, ale to nigdy NIE NARZEKAJ w jego obecności, tłum w sobie uczucia, płacz w kiblu, po cichu, albo dzwoń do przyjaciółek, które i tak za pewne najpierw będą gadać o sobie. Gdy mąż zje i chce wyjść do kolegów na piwo, NIE ZABRANIAJ! Nie proś by został. On ma tyle stresów, że jemu się należy relaks w objęciach kolegi, nie twoich. Jeżeli już łaskawie mąż zostanie w domu, spraw by  poczuł się jak w niebie. Przygotuj mu kąpiel, pościel łóżko, zaproponuj by usiadł w wygodnych uszatku, a ty mu pomasujesz stopy. Mało? Mów do niego ciepłym i kojącym głosem, niewskazane są wysokie dźwięki. Na koniec wiadomo, zechce to weźmie, nie zechce – nie weźmie.
Moje drogie żony, pamiętajmy, że to mąż jest Panem domu i zawsze rządzi sprawiedliwie.
Dobra żona zna swoje miejsce…
Przyszli mężowie się boją, że po magicznym „TAK”, żona zabroni mu wypadów za miasto z kumplami, zacznie narzekać, zrobi się gruba, pryszczata, a na kolacje nie będzie już jadł z jej cycków sushi, ale schaboszczaka ociekającego olejem. A przyszła żona się martwi, że mu się znudzi, że seks przestanie być fascynujący, że po porodzie jej wagina się rozciągnie, że zostanie zamknięta w domu z nową zmywarką i wykręcanym mopem. Wszyscy mamy obawy i przede wszystkim oczekiwania. Najważniejsze w budowaniu związków jest to czy chcemy je spełniać. Czy godzimy się na noszenie na rękach, wyręczanie w najprostszych domowych pracach, na zdrady, na związki dla kasy, na związki dla dzieci i tak dalej i tak dalej.
Poradnik z 1955 roku uważam za nieaktualny! Przedawniony? No dobra może lekko stuningowany 😉

Your email address will not be published. Required fields are marked with *.