Grzechy sprzątaczek

Grzechy sprzątaczek

Sprzątaczka mimo, że komuś usługuje, w pewnym sensie ma władzę nad swoimi pracodawcami. Sprzątaczka widzi i słyszy wszystko, i to wszystko potrafi wykorzystać w najlepszym dla niej momencie. My zaglądamy do szaf, w których są brudne gacie, my zaglądamy pod łóżka, pod którymi są prezerwatywy, my pierzemy pościel, w której trzy godziny wcześniej Młody bzykał prostytutkę.

Są sprzątaczki, które tylko sprzątają, są sprzątaczki, które pilnują także być może i twoich dzieci, są sprzątaczki, które gotują. Im więcej obowiązków, tym więcej  grzechów możesz popełnić. Grzechy sprzątaczek są świadome, te nieświadome to błędy, za które słono możesz zapłacić, bo pracodawca się o nich dowie. Grzechy to złe uczynki, które popełniasz z premedytacją i maksymalną świadomością, że należy tego nie robić. A robisz i żyjesz później w fazie ” więcej grzechów nie pamiętam”, niekoniecznie za wszystkie żałujesz.

Siedem grzechów głównych sprzątaczek.

1. KRADZIEŻ.

Największym grzechem sprzątaczki jest kradzież. Nie mówię tu o użyciu jej kremu do twarzy lub jego balsamu do rąk. O podjedzeniu ciastka z lodówki czy wypiciu coli. Mówię o ciężkim grzechu przywłaszczenia ich własności. W tej pracy kradzież jest niedopuszczalna i stanowczo zabroniona w kodeksie pracy sprzątaczki. Dlaczego? Bo wylecisz na zbity pysk, wieść o tym szybko się rozniesie i pracy możesz już nie dostać.

2. KŁAMSTWO.

Niewinne kłamstewka są dopuszczalne, typu: „spóźniłam się, bo uciekł mi pociąg” albo „dzisiaj się źle czuje, nie przyjdę do pracy”. Rzecz jasna nie możesz tych kłamstw nadużywać. Każdy ma gorsze dni i każdemu może się zdarzyć… od czasu do czasu.
Niedopuszczalne są kłamstwa w żywe oczy, bo gdy pracodawca wyczuje, że ściemniasz zacznie tracić do ciebie zaufanie, a zaufanie w pracy sprzątaczki to podstawa dobrych układów z szefem. „Kłamstwo ma krótkie nogi”, zawsze! Gdy zbijesz filiżankę, przyznaj się. Gdy wypierzesz w pralce kaszmirowe skarpetki, przyznaj się. Gdy rozwalisz żelazko, przyznaj się. Może i szef będzie zły, a może to oleje, bo przecież stać go na sto tysięcy innych takich skarpetek, a z pewnością będzie miał świadomość, że może ci zaufać, bo mimo popełnianych błędów, umiesz się do nich przyznać.To jest bardzo ważne nie tylko w pracy sprzątaczki.

3. LENISTWO.

Prace sprzątaczek się różnią. I sprzątaczka sprzątaczce nie zawsze jest równa. Jedne mają tylko 3 godziny na posprzątanie całego domu, czyli trzech łazienek, kuchni, trzech sypialni, salonu, jadalni, bawialni itd. Te lenić się nie mogą, bo się z robotą nie wyrobią. A drugie pracują u jednej rodziny sześć dni w tygodniu i pracę rozdzielają na części. Te mają więcej czasu „wolnego” podczas pracy i mogą albo coś posprzątać, dopieścić, uporządkować, albo walnąć się na kanapę i zadzwonić do znajomej. Lenistwo nie jest dobrze widziane, odpoczynek owszem. Są to jednak dwie różne rzeczy. Jak coś robisz, rób to dobrze, chcesz odpocząć, odpocznij, ale roboty nie rzucaj w kąt. Mycie okien ze szmatą w lewej ręce? a telefonem w drugiej nie wygląda profesjonalnie. Jesteś sprzątaczką? Co z tego? Bądź profesjonalistką! Nawet w szorowaniu podłogi.

4. MŚCIWOŚĆ.

„Nie zadzieraj ze sprzątaczką”. O tym pracodawcy powinni doskonale wiedzieć. Jest twoim pracownikiem, może czyści twoje kible i może sprząta twoje wymiociny, ale to właśnie Ona powinna zasługiwać na twój szacunek. To Ona odwala za ciebie twoją brudną robotę, choć to nie Ona uwaliła całą wannę włosami z jajek. Człowiek ma swoje granice, sprzątaczki również. Potrafią napluć do jedzenia, szczoteczkę do zębów wypłukać w sedesie, a twoim ręcznikiem wytrzeć swoje spocone pachy. Gdy dajesz z siebie dobro, to dobro wraca, gdy ktoś cię nie szanuje, ty nie szanujesz jego. Takie to proste. I ludzie o tym zapominają, myślą że dając ci co miesiąc kopertę z wypłatą, mają nad tobą władzę, a później myją swoje białe i drogie zęby resztkami swojej zapewne cennej kupy.

5. NIESZCZEROŚĆ.

Nie mylić z fałszem, bo to cecha charakteru, którą albo dziedziczymy, albo wcześnie ją przyswajamy.
W pracy sprzątaczki niestety uczymy się jak być nieszczerym w stosunku do pracodawców. Nie robimy tego celowo, po prostu nabywamy umiejętności robienia „dobrej miny do złej gry”. W przypadku złego traktowania masz dwa wyjścia. Albo im „wyrzygasz”, co ci leży na sercu, albo włączysz opcję „turn off”. Nie chodzi o to, żebyś godziła się na złe traktowanie, ale nauczyła olewać takie zachowania, tak mocno jak to tylko możliwe. Oni są tylko i wyłącznie Twoim bankomatem, z którego ciągniesz kasę. Gdy pytają się Ciebie jak smakuje ci ich tradycyjna potrawa, która jest tak obrzydliwa, że wolisz zjeść zgniłe jajko, mówisz, że pycha. Gdy Ona ubiera spódnicę od Diora, która wygląda jakby właśnie ktoś na niej namalował „pawiem” słoneczniki, mówisz że jest cudowna. Gdy młody przychodzi pochwalić się swoim bicepsem, a ty widzisz prostą linię i w sumie wstyd ci, że masz tam więcej wypukłości od niego, mówisz że treningi przynoszą rezultaty. Nie, nie chodzi o to, by się podlizywać ( choć trochę od czasu do czasu też). Chodzi o to, żeby oni czuli się docenieni, wyróżnieni, w pewien sposób lepsi, a ty żebyś miała spokój i mogła pracować w przyjaznej atmosferze. Niestety tak to działa. Albo jesteś nieszczera i zbierasz kasę, albo walisz mu prosto z mostu, że wygląda jak szczur i za miesiąc szukasz nowego zajęcia. Up to you!

6. PRZEKLINANIE.

Nie chodzi o „faki”, „bicze”, „koki” itd. Każdy przeklina, wyrażając swój stan emocjonalny wskazujący na wkurwienie słowem „kurwa”. Nie ma się czego wstydzić. Chyba, że jest to co drugie słowo w twoim dialogu. Mi chodzi o PRZEKLINANIE kogoś. „Idź do diabła”, „zdechnij w katuszach”, itd. W pewien sposób w takiej pracy uczysz się nienawiści, są momenty, że twoja psychika staje się krucha jak marcowy lód, stajesz się słaba, bezsilna i wykończona. Jesteś zła, że masz taką pracę, jesteś zła na Nią i na Niego, choć w głębi ducha wiesz, że to dzięki nim jesteś tu, gdzie jesteś i masz to, co masz. Mimo to czasem w duchu mówisz „wal się”, a podając kurczaka z warzywami uśmiechasz się od ucha do ucha.
Nieszczerości uczysz się także od swoich bogatych pracodawców, którzy jednego dnia potrafią grozić ci zwolnieniem, a drugiego przytulają na powitanie.

„Jak Kuba Bogu….”

7. BRAK SZACUNKU DO SIEBIE.

Grzech popełniany dość często przez „świeżaków”, w tym i przeze mnie dwa lata temu. To spotyka nie tylko sprzątaczki, ale wszystkich emigrantów, którzy pracują „u kogoś”. Tym, którym na pracy zależy, w początkowej fazie pobytu za granicą odczuwają strach przed utratą dochodowego zajęcia. Jeżeli dodatkowo praca jest na prawdę dobra, strach jest większy. I w obawie przed jej utratą jesteśmy w stanie utracić szacunek do samego siebie. Zgadzamy się na nadgodziny, zgadzamy się na krótsze urlopy, zgadzamy się na pracujące weekendy, itd, itd. Wszystko w obawie przed czymś. Żyjemy w przekonaniu, a raczej to nas o tym przekonują, że lepiej już nie trafimy, że nie warto mówić głośno swojego zdania, że kiedyś zostanie nam to wynagrodzone. Być może. Nie mówię, że nie. Tak bardzo „szanujemy” naszą pracę, że nie zauważamy, ile jesteśmy w stanie poświęcić. Ile poświęcamy weekendów z bliskimi, wieczorów z ukochanym, świąt w domu. I tu rodzi się pytanie, czy warto?

Warto? Nie wiem, zapytajcie mnie za pięć lat.

 

1 comment found

  1. Dobre i szczerze napisane…
    Miałem wrażenie, jakbym był chwile w głowie sprzątaczki i patrzył z niej na zewnątrz,
    CIEKAWE OBSERWACJE.
    No i jakby filozoficzna nauki też zawarte.
    Chociaż tematyka ciężka.

    Uśmieszek szczery z marsylii,

Your email address will not be published. Required fields are marked with *.