Be or not to be… In Paris

Be or not to be… In Paris

Dlaczego Paryż nie zasługuje, żeby w nim zamieszkać?

#1 Stres

Po pierwsze w Paryżu żyje się za szybko. Wstajesz i już jesteś spóźniony. Nieustannie towarzyszy Ci stres. Wkroczenie do Paryża, to wkroczenie w chaos: milion przeróżnych narodowości, każdy mówi w innym języku, natłok samochodów, skuterów, motorów, rowerów. Na jezdni nie obowiązują zasady ruchu drogowego a i tak każdy wie, co ma robić i w które lusterko patrzeć, żeby nie sfaulować rowero-motorzysty. Ci co mieszkają w Paryżu już jakiś czas ogarniają go na oślep. Są jak Rocky Balboa w walce z Apollem Creedo ( tej drugiej ). My świeżaki mamy przed sobą jeszcze dużo schodów do pokonania, ale w końcu się uda! Trening czyni mistrza a Paryż czyni cuda. Ale wróćmy do myśli przewodniej. Po drugie stresująca jest jazda metrem. Ja jebie, jak ja tego nienawidzę! Ludzie!! Pod ziemią ruch także jest prawostronny! Jak się wleczesz, rób to chociaż dobrze! A nie swoją wielką dupą blokujesz mi drogę. Stresujące jest samo przebywanie w Paryżu. Chcesz sobie usiąść na ławce pod Łukiem Triumfalnym i poczytać Piotra C., zapalić fajka lub po prostu się zrelaksować? Zapomnij! Jak nie podejdzie do Ciebie Rumunka z kubkiem po kawie, uwalona po pachy( najgorsze są te z biednymi dzieciakami) i podstawia Ci pod nos parkinsonowską ( neologizm? ) łapę i majaczy: Madame s’il vous plait, s’il vous plait. Chyba śnisz! Weź się do roboty. Ja mogę pracować? To Ty, tym bardziej! To na Champs-Élysées non stop, dzień i noc jeżdżą auta, trąbiąc przy tym tak, że bania pęka ( ogólnie w Paryżu ciągle ktoś nawala klaksonem). Pod wieżą Eiffla atakują Cię sprzedawcy: okularów przeciwsłonecznych, torebek a’ la Chanel, wody mineralnej ( Ci są nawet przydatni) i małych, blaszanych wieżyczek: „Maj friend łon juro for fajw”, „Dzień dobly, jak sie masz, kulwa ( wstawić śmiech kolesia bez zębów)”. Ostatnio ja i moi znajomi (turyści) przez jednego takiego zostaliśmy wyzwani od komunistów. WTF? Nie chcieliśmy kupić „roleksa”. Fuck off!!! I tak co 5 metrów, zero spokoju, ni chu…! Jak tego uniknąć? Nie da się, najlepiej na nich nie patrz, jeżeli patrzysz dajesz znaka, że chcesz dobijać interesu. I z daleka mów: „Non, merci chef” powinni się odczepić.
Czyli mniej więcej, ze stresem się budzisz, w stresie pracujesz i w stresie zasypiasz;) Sory, taki mamy tu klimat… Fuck.

Paryż to nie tylko Chanel, Gucci i Dior, o którym opowiadała Carie z „Seksu w wielkim mieście”.

 

# 2 Syf

Paryż jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie. Jest piękny, zgadzam się w 100%, czy warto go zobaczyć? No kurna, jasne!!! Ale… zawsze jest jakieś ale. Co kilka miesięcy z powodu nadmiaru smogu ( który jest szkodliwy!!!) organizowane są wolne przejazdy. Czyli za friko możesz podróżować metrem i rerem. Po co? Żeby nie odpalać swojego poobijanego Peugeota 207. To akurat zaliczmy do plusów ( ochrona środowiska jest bardzo ważna). W ubiegłym tygodniu Paryż miał najbardziej zanieczyszczone powietrze ze wszystkich miast na świecie! Nawet bardziej niż Pekin. Najwspanialsze są jednak niedzielne poranki. Po sobotnich imprezach na ulicach jest tyle śmieci, że możesz sobie zrobić kolekcje butelek po winie ( od 2002 do 2015 ) w ciagu 10 minut, oczywiście co kilka kroków ujrzysz „majestatycznego pawia”. Ale…zawsze jest jakieś ale. Pomijając śmieci, pawie i śpiących na ławkach kolesi, paryska beztroskość jest na prawdę wyjątkowa. Ludzie przesiadują na kocach, na trawnikach, na brudnym betonie, nad zbiornikami wodnymi, kanałami (wstawię fotę, bo nie chodzi o ścieki, choć równie brudne), robią pikniki od południa do wieczora, piją wina, jedzą sery, sushi, tarty itp. Widać w nich radość, szczęście, palą fajki, skręty, z ajfonów leci Maitre Gims. Cieszą się każdą wolną chwilą i doceniają każdy zielony zakątek Paryża. I najlepsze jest to, że wszystko dzieje się z KULTURĄ, której w Polsce czasem brakuje.

#3 Paryż to sadysta

W Paryżu Francuzi zaczynają pracę mniej więcej od 9 lub 10 i pracują mniej więcej do 19 (uogólniam). W piątki koło południa u większości francuskich firm pocałujesz już klamkę. W midi ( południe) wychodzą na dwugodzinny lunch i pogaduchy o nowych cyckach kumpeli z szóstego piętra, albo o nowym kochanku Pierra z czwartego. Oczywiście obcokrajowcy, którzy pracują u prywaciarzy mogą sobie o tym tylko pomarzyć( o warunkach pracy, nie o sztucznych bimbałach). Przykładowo pracujesz sześć dni w tygodniu, po 10 godz. Zaczynasz o 10:00, kończysz o 20:00. Zostaje Ci jeden dzień w ciągu przechlapanego tygodnia, żeby cokolwiek ogarnąć. Co robisz?

Opcja number one: Postanawiasz posprzątać chatę, bo zapomniałaś jaki kolor ma podłoga i nie możesz znaleźć ulubionego błyszczyka. Efekt? W sumie nie odpoczęłaś i nie masz nic na obiad, w sumie błyszczyka też nie.

Opcja number two: Postanawiasz zrobić zdrowy, domowy obiad. Ale w lodówce masz „pingwina” (czyt. nie masz nic). Musisz iść na zakupy. Żeby wybrać się na większy shopping musisz udać się, aż za Paryż. Metrem nie da rady ( masz tylko dwie ręce), więc odpalasz Peugeota. Stoisz w korkach półtorej godziny, żeby przejechać 7 km i już masz dość, a gdzie reszta? Wyprawa na porządne zakupy zajmuje Ci cały dzień. Efekt? Wieczorem robisz ten obiad i obżarta kładziesz się w kimę.

Opcja number three: Robisz pranie. „Brudy” zbierasz cały tydzień, żeby w sobotę pójść do pralni, bo na 17m2 ciężko o pralkę. W soboty w pralniach tłoczno, więc czekasz. Jedna pralka to białe pranie. Półtorej godziny plus suszenie 30 min, bo w domu nie masz miejsca, żeby to pranie wysuszyć. Druga pralka jest kolorowa, więc 50 min plus 30 suszenie. Zapewne sobie myślisz, że podczas wirowania możesz iść załatwić coś innego (shopping, jogging, fryzjer itp). Wrong! Bo w swoich gaciach za dwa dni zobaczysz sąsiadkę. Efekt? Dużo składania czystego prania.

Opcja number four: Olewasz wszystko, śpisz do 13:00, kupujesz „greka” ( kebaba) plus butlę wina, włączasz „Przyjaciół” i zamykasz drzwi na klucz. Efekt? Zjadłaś 2000 kalorii, nie masz czasu ich spalić, pośmiałaś się z tekstów Czandlera, zasypiasz w makijażu.

W kolejnym poście dowiecie się dlaczego warto zamieszkać w Paryżu €€€ :)…zawsze jest jakieś ale…

 

Your email address will not be published. Required fields are marked with *.