5 oznak, że za długo jesteś za granicą.

5 oznak, że za długo jesteś za granicą.

Pakując walizki i cały swój dobytek myślisz, że za granicę jedziesz tylko na parę lat. Nie ważne czy dwa, pięć, dziesięć. Zawsze na początku jest to mniej, niż w rzeczywistości jest.
Prawdopodobnie jest to spowodowane tym, że panuje opinia ” no przecież za granicą żyje się łatwiej”. Człowiek niby przyzwyczaja się do panującego tu dobrobytu, akceptuje nakładanie łopatami kasy do polskich, pustych kieszeni. Zauracza się możliwością skompletowania jednego outfitu za mniej niż 100 euro, wynoszeniem toreb z zakupami o wartości 50 euro, które starczają na cały tydzień itd. A co, jeżeli wam powiem, że to wszystko gówno prawda? Albo inaczej. Prawda, ale osiągnięta poświęceniem, płaczem, narzekaniem, ciągłym niezadowoleniem, chowaniem głowy w piasek i zakładaniem kagańca na „pysk”?

Człowiek to bardzo naiwna istota. Stawia sobie cel, do którego uparcie dąży, gdy go osiąga, stawia kolejny. Gdy go realizuje, nagle zauważa, że wszystko jest możliwe, więc na horyzoncie wypatruje kolejnego. I tak w kółko. I chce więcej i częściej i mocniej pragnie i ciągle mówi ” a no jeszcze trochę ” i dokonuje wyboru, którego tak naprawdę nie chce dokonać. A co, jeżeli osiągniesz już wszystkie cele z listy i zechcesz mieć więcej?

Najtrudniejszą sztuką w dążeniu do celu jest powiedzenie sobie słowa „dość”. Na samym początku tej drogi postaw sobie jedno, konkretne pytanie: Co chcesz osiągnąć?
I zapisz odpowiedź. Niech będzie długa, niech zajmie całą kartkę A4, ale na kolorowo podkreśl ostatnie słowo, niech ono będzie ostatnim, które przyniesie ci ulgę. Nie mówię oczywiście, że mamy dążyć do życia, które jest tego celu pozbawione. Bo to, by było bez sensu.

Ja bym podzieliła cele na dwie grupy,
cele priorytety i cele przyjemne.

Cele priorytety to takie, które uważamy za konieczne. Każdy człowiek ma inne priorytety, które ostatecznie prowadzą go do szczęścia. Dla jednego będą to pieniądze, potrzebne do budowy domu, do rozwoju firmy, do osiągnięcia zdrowia itp. Dla drugiego będą to marzenia. Chęć podróżowania, rozwoju osobistego, chęć osiągnięcia sukcesu, chęć zrobienia kariery itp. Gdy osiągamy cele priorytety, to wtedy możemy zająć się drugą grupą.

Cele przyjemne prowadzą nas do upragnionego szczęścia, które kreujemy sami, według swoich kryteriów ( dla każdego szczęście ma inne oblicze). Zastanów się, co jest Twoim celem priorytetem, ponieważ to nim musisz zająć się w pierwszej kolejności, by w spokoju później realizować cele przyjemne. I najczęściej bywa tak, że początek drogi jest do dupy, ale obiecuję Wam, że później jest całkiem spoko.

Mieszkając za granicą zauważyłam pewne znaki, które dają mi do zrozumienia, że jestem już tu stanowczo za długo. Jeżeli nie możesz jeszcze wrócić do Polski na stałe, to postaraj się chociaż wziąć urlop i naładować akumulatory. Mi to pomaga 🙂

Skąd wiem, że czas pakować walizki?

1. Wiecznie narzekam.

Domena Polaków za granicą? W większości tak. Zawsze znajdzie się powód do narzekania. To smutne, bo zamiast skupiać się na tym, co już mamy, skupiamy się na tym, czego nam brak. A to szybka droga do depresji. I mnie również to dotyczy. Nikogo nie będę okłamywać, że za granicą jest cudownie, ale nie będę też nikomu wmawiać, że jest tragicznie. W takim przypadku, wcale by mnie tu nie było. Może być łatwo i może być ciężko, to zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Niestety z upływem kolejnych dni na obczyźnie nasila się chęć narzekania. Jesteś niezadowolony, że masz taką a nie inną pracę. Nie dostrzegasz, że możesz mieć gorszą albo nie mieć jej wcale. Denerwują Cię najdrobniejsze szczegóły, jak tłok w metrze albo korki na ulicach. Ciągle nam mało, chcemy więcej i szybciej. A tak się nie da. Do każdego celu dochodzi się małymi kroczkami. Weźmy, więc głęboki oddech i wrzućmy na luz. Efekty przyjdą, za chwilę…

2. Ciągle jestem poirytowana.

Czuję się wtedy, jakbym stała nad ogromną przepaścią i miała w końcu poczuć jej dno. Najgorsze jest to, że nie potrafię nad tym zapanować. Irytacja sięga zenitu, gdy w metrze ktoś staje mi na nogę, przeprasza, uśmiecha się, a ja nie potrafię obdarować go tym samym, tylko spuszczam głowę w dół. Gdy w pracy codziennie robię to samo, a nazajutrz, zgadnijcie co? Znów to samo! Nie działa mi internet, telefon się zawiesza, pociągi się spóźniają, ciągle pada deszcz itd, itd. Irytuje mnie dosłownie wszystko. Wtedy czas na przerwę. 🙂

3. Czuję zapach porażki.

Nie jestem idealna. Popełniałam błędy, pewnie niektóre popełniam nadal i na bank popełnię jeszcze niejeden. Na tym polega życie. Twoje, moje, nasze. Każda porażka to jednak szansa: na naukę, poprawę, wyciągnięcie wniosków i ich analizowanie. Przychodzi czasem taka chwila, że mam dość. I chcę się poddać, chcę poczuć smak porażki, bo mam nadzieję, że da mi to kopa do działania. Zmienię coś w swoim życiu, zaryzykuję i mi się uda. Wtedy w głowie zapala się czerwona lampka, że to jeszcze nie ta chwila. Jeszcze nie czas na porażkę, jeszcze przez moment trzeba walczyć. I robię to. I póki co, czerwona lampka w mojej głowie mnie nie zawiodła.
Porażki nie są złe. Są potrzebne, bo motywują do działania. Trzeba tylko wyczuć moment, kiedy można sobie na nią pozwolić. Wtedy porażkę możemy zamienić w sukces.

4. Przechodzę załamania nerwowe.

Brzmi strasznie. Takie momenty przychodzą najczęściej przed zbliżającym się urlopem. Nie mam pojęcia, czemu akurat wtedy. Przed samą metą człowiek dosłownie opada z sił i nagle wszystko staje się mu obojętne. Obojętność jest gorsza od złości, gniewu, żalu. Obojętność pojawia się wtedy, gdy przestaje Ci zależeć. Nie okazujemy żadnych emocji, uczuć, jakbyśmy przestali istnieć. A co może być gorsze od poczucia, że tak na prawdę nas nie ma?

 

W takich momentach idź do restauracji, na mecz, do kina, popraw sobie humor, zjedz kilogram czekolady albo biegaj tak długo, aż Cię zemdli. Zrób cokolwiek, co wyzwoli w Tobie pozytywne emocje. Z doświadczenia wiem, że najlepiej jest wtedy zmienić otoczenie. Wrócić do domu, znajomych, rodziny. Gwarantuje, że załamanie minie 🙂

5. Jestem zmęczona.

Nie chodzi mi o zmęczenie fizyczne. Po prostu o brak energii, ogólnie do wszystkiego. Mimo, że śpię po dziewięć godzin na dobę, mój umysł zapamiętuje tylko jedno – jesteś wyczerpana! Wszystko przychodzi z kolosalnym trudem. W pracy zachowuję się jak maszyna, do tego lekko już zużyta. Jedzenie zamawiam na wynos, bo nie chce mi się gotować, przez cały tydzień chodzę w tym samym ubraniu ( bieliznę zmieniam!), bo i tak chodzę tylko do pracy i z pracy do domu. Nie patrzę nawet w lustro, bo boję się co tam zobaczę, a jedyną rozrywką jest obejrzany po raz-enty odcinek „Przyjaciół”. I gdy zbliża się dzień wyjazdu do Polski, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, dostaję takiego kopa jakbym przedawkowała „przedtreningówkę”.

Po krótkim czasie spędzonym we Francji, nasuwa mi się tylko jedna
myśl – ” Nie warto dążyć do tego, by mieć wszystko, warto dążyć tylko do tego, co da mi szczęście”.

5 comments found

  1. Narzekanie to domena Polakow.. nie tylko zagranica 😉 Ale jest roznica pomiedzy narzekaniem „towarzyskim” dla zasady, a prawdziwym poczuciem frustracji. Mi sie przypomina sentencja Kundery: „Człowiek, który pragnie opuścić miejsce, w którym żyje, nie jest szczęśliwy”. A jesli nie jestesmy szczesliwi… to po co to wszystko? Dla pracy, pieniedzy? Ale przeciez te pieniadze maja nam sluzyc wlasnie do „kupowania szczescia”. Jesli wiec nie lubisz swojego miejsca zamieszkania, to czas je zmienic (i mniejsza, czy chodzi o Polske czy obczyzne). Proste? W praktyce okazuje sie, ze nie zawsze. Praca, rodzina, zobowiazania – to wymowki, ktore zawsze beda sie mnozyc. Ale jak to mowia – jesli chcesz, znajdziesz sposob, jesli nie chcesz, znajdziesz powod. Zycze wytrwalosci i szczescia w znajdywaniu swojego miejsca na Ziemi! 🙂

Your email address will not be published. Required fields are marked with *.